Nordycki Jazz – podsumowanie 2019

Islandia  Kultura i sztuka  Wyspy Owcze

Kocham muzykę jazzową, która powstaje na Islandii. Okazuje się, że jazz z Wysp Owczych jest równie bliski mojemu sercu. Zamiast jednak szeroko rozpisywać się tutaj na temat mojej osobliwej miłości (o której wielokrotnie pisałem zresztą na portalu Stacja Islandia)  do nordyckiego jazzu (w moim przypadku jest to Islandia + Wyspy Owcze) pokaże Wam jak wyglądał mój ubiegły rok z jazzem z dalekiej północy. Przedstawię Wam jednak tylko wybrane wydawnictwa, w kolejności ich ukazywania się na rynku. Zapraszam.

 

Tumi Árnason / Magnús Trygvason Eliassen

Początek ubiegłego roku przyniósł mi niemałą niespodziankę w postaci nowego islandzkiego projektu Tumi Árnason / Magnús Trygvason Eliassen, który zadebiutował albumem „Allt Er Ómælið” (22.02.2019,  Reykjavík Record Shop; recenzja tutaj). Duet tworzy dwóch znakomitych muzyków – saksofonista i improwizator Tumi Árnason (Grísalappalísa, The Heavy Experience) oraz perkusista Magnús Trygvason Eliassen (ADHD, Moses Hightower, Tilbury) – którzy zaproponowali na swoim wydawnictwie  jazz w intrygującej i oryginalnej odsłonie. Album utrzymany jest w stylistyce free jazz/improvisation, a jego zwartość prezentuje szeroki wachlarz rytmów, dynamiki, tonacji, brzmień, nastrojów i barw. Muzycy sprawnie eksplorują czas i dźwiękową przestrzeń. W sposób nienachalny eksperymentują także z łączeniem dźwięków instrumentów akustycznych z elektroniczną obróbką, ale jednak nacisk położony jest tutaj na żywe, organiczne brzmienie.

 

 

ADHD

Nie dane mi było ochłonąć po wcześniejszej jazzowej płycie, by po chwili w moje ręce trafił najnowszy album uwielbianego przeze mnie kultowego jazzowego zespołu ADHD, zatytułowany po prostu „ADHD 7” (08.03.2019: recenzja tutaj). To jeden z najlepszych zespołów jazzowych w Islandii. Składający się z fenomenalnych muzyków. Cechą naczelną ich muzyki jest unikanie łatwizny i czerpanie szerokimi garściami z innych rejonów muzycznych. Stąd brzmienie islandzkiej grupy to połączenie starodawnego i nowoczesnego jazzu z innymi różnorodnymi stylistykami. Muzycy poruszają się płynnie między gatunkami. Dodatkowo kompozycje umiejętnie wzmacniają zarówno subtelnymi, jak i intensywnymi melodiami. Z uwagi na eklektyzm tej muzyki, jak również gęstą, wciągającą i nastrojową atmosferę tych nagrań, w której przeważa refleksja, ciepło i stan melancholii, śmiało można określić ją mianem ambient jazz rock.

 

Andrés Thor

Swój wielki powrót w pierwsze połowie 2019 roku zaliczył także islandzki gitarzysta jazzowy Andrés Thor, który wydał płytę „Paradox” (05.04.2019; recenzja tutaj). Artysta wraz z trójką znakomitych muzyków zaserwował nam piękny i porywający modern jazz o nordyckim rodowodzie. Krótko mówiąc to świetny krążek, utrzymany w fantastycznym stylu i klimacie. To intrygujący, wciągający i poruszający jazz mieniący się wpływami americany, bluesa, country i bossa novy. Całość brzmi jak bardzo przemyślana mikstura. Włączając album możemy być pewni przemyślanego i wysmakowanego brzmienia, dobrej i nowoczesnej produkcji oraz dbałości o każdy szczegół. Słucham tej płyty jak zahipnotyzowany, za każdym razem odkrywając na niej coś nowego.

 

Rógvi Kvintett

Moim ubiegłorocznym odkryciem na gruncie jazzu był kwintet Rógvi Kvintett, w składzie którego znajdują się znani i cenieni muzycy pochodzący zarówno z Islandii, jak i Wysp Owczych. Można by rzec, że to jazzowa supergrupa z prawdziwego zdarzenia! Rozpoczęta w 2018 roku współpraca pięciu muzyków, należących niewątpliwie do elity nordyckiej sceny jazzowej, doprowadziła do wydania debiutanckiego albumu „Ferð” (01.05.2019r., Tutl Records, recenzja – niebawem na Stacja Islandia). Całość przygotowanego materiału tworzy 40 minut sensualnej i uduchowionej muzyki jazzowej. Poszukiwałem czegoś takiego już od bardzo dawna. To intrygująca fuzja brzmień, stylów, mistycznych melodii i emocji, posiadająca wyjątkowy północny klimat. Album wypełniają genialne nagrania, które posiadają aurę wyjątkowości.

 

Mikael Máni Trio

Z kapitalnych debiutów 2019 roku z pewnością wymienić należy zespół utalentowanego islandzkiego gitarzysty Mikael Máni Trio i jego album „Bobby” (31.05.2019, recenzja tutaj). Artysta proponuje nam jazz o intrygującej formie i brzmieniu. Do tego klimatyczny i bogaty w melodyjne harmonie, w których można dopatrzeć się wpływów zarówno post rockiem jak i muzyką filmową. Zazwyczaj linearnie prowadzone kompozycje obfitują w wiele subtelnych niespodzianek. Część z nich ma charakter energiczny i wyraźny, pojawiają się w nim intrygujące dysonanse i zniekształcenia rytmiczne tworzące abstrakcyjne pejzaże dźwiękowe. Zaś inne fragmenty płyty mają oblicze bardziej minimalistyczne i przestrzenne, a także medytacyjne i refleksyjne. Spotkanie z tym albumem jest fascynujące i sprawia, że następnej pozycji tego muzyka będę wyczekiwał ze zniecierpliwieniem.

 

 

Ingi Bjarni

Dużym międzynarodowym uznaniem (moim również) cieszy się wydany w ubiegłym roku kolejny album zespołu prowadzonego przez islandzkiego pianistę Ingi Bjarni pod tytułem „Tenging” (30.08.2019, recenzja tuta). Trzeba wyjaśnić, że dana płyta powstała w wyniku połączonych sił aż pięciu muzyków, których spotkanie wcale nie było przypadkowe. Ingi zgromadził tutaj swoich przyjaciół, których zna od wielu lat i z którymi wielokrotnie grywał. Jak wyjaśnia autor początkiem, myślą przewodnią powstania danego projektu byli konkretni ludzie-muzycy. Kwintet podaje nam bardzo kunsztowny jazz. Generalnie jest on osadzony w tradycji nordyckiego jazzu, ale znajdziemy tutaj również fragmenty improwizowane oraz połączenia z innymi stylistycznymi ścieżkami, szczególnie folkowymi i bluesowymi. Wielominutowe jazzowe opowieści ukazują w pełni talent kompozytora i możliwości jazzmanów. Muzyka mieni się od detali i aranżacyjnych smaczków, które mieszają się i przepływają jedne w drugie. Imponuje konstrukcja poszczególnych kompozycji. Czuć w tym graniu swoisty flow, wolność i swobodę wykonania.

 

hist og

Cudownym prezentem było dla mnie oficjalne wydawnictwo islandzkiego projektu hist og. Mam tu na myśli album „Days of Tundra” (20.09.2019, Reykjavik Record Shop, recenzja tutaj). Awangardowe instrumentalne trio tworzą artyści dobrze znani na islandzkiej scenie muzycznej. I choć wywodzą się z różnych rejonów stylistycznych łączy ich zamiłowanie do muzyki niezależnej, jazzowej, eksperymentalnej i improwizowanej. Muzycy mają tendencje do eksperymentowania i wykraczanie poza gatunkowe bariery. Na mapie ich inspiracji możemy wychwycić muzykę fusion, improv free jazz, dark jazz, minimalizm, elektronikę, ambient post rock oraz new age i nowoczesną klasykę. Muzycy fantastycznie uwypuklają swoje najbardziej wartościowe zdolności czyli skomplikowane struktury rytmiczne, nieoczywiste przejścia i impresje, zaskakujące motywy, melancholijne melodie, cudowne harmonie oraz liryczny nastrój. To mieszanka muzyki introwertycznej, dźwiękowej medytacji, niespokojnych improwizacji i dochodzących z oddali fantazyjnych brzmień. Całość wspaniale gra z wyobraźnią i zmysłami słuchacza.

 

Tómas R. Einarsson

Ze wstydem muszę przyznać, że dopiero w ubiegłym roku poświęciłem czas, aby poznać dokonania to islandzki jazzowego basisty, kontrabasisty i kompozytora Tómasa R. Einarssona. Ale jak to się mówi – lepiej późno niż wcale. Islandczyk nie dość, że jest wykształconym muzykiem, to na swoim koncie ma studia z historii i języka hiszpańskiego. Być może stąd tak widoczne jest jego zamiłowanie do muzyki latynoskiej i kubańskiego jazzu, którego zresztą jest też propagatorem i twórcą. Jesienią 2019 roku artysta wydał swój najnowszy album zatytułowany „Gangandi bassi” (24.10.2019r., recenzja – niebawem na Stacja Islandia), nagrany w czteroosobowym składzie. Muzyka zawarta na tej płycir jest elegancka, dystyngowana i, cóż, piękna. Kompozytor jest w doskonałej formie. Proponuje nam jazz z dużą zawartością bluesa, swingu, be-popu, bolero, a także muzyki latynoskiej, zwłaszczaa kubańskiej i salsy. Te egzotyczne wpływy nadają twórczości islandzkiego jazzmana nietuzinkowego wyrazu i charakteru. Fantastyczne aranżacje dostarczają nam wielu różnorodnych doświadczeń i przeżyć, począwszy od nostalgii i melancholii, po radość i euforię.

 

Plúmm

Kiedy mijała już jesień i dużymi krokami zbliżała się zima byłem pewien, że zakończyłem już swoją przygodę z nordyckim jazzem 2019 roku. Patrząc z perspektywy teraźniejszości przyznam szczerze, że srogo się pomyliłem. Ale po kolei. Najpierw zostałem pozytywnie zmiażdżony przez farerski około jazzowy zespół Plúmm, który po niemal 30 latach od wydania debiutanckiej płyty powrócił z nowym albumem „Catch” (04.11.2019r., Tutl Records, recenzja – niebawem na Stacja Islandia). Chociaż zespół do życia powołało czterech muzyków związanych z farerskim środowiskiem jazzowym, to dalszy rozwój i twórczość grupy pokazały, że farerski kwartet nie zamyka się w sztywnych ramach gatunkowych. Zespół prezentuje muzykę generalnie instrumentalną (z drobnymi wokalizami), do tego wymykającą się jednoznacznemu sklasyfikowaniu. W ich brzmieniu łączą się elementy jazzu, ambientu, rocka progresywnego i post rocka, a nawet funk i wiele więcej. Miłośnicy zakręconego i wielowątkowego instrumentalnego grania z pewnością znakomicie odnajdą się w tej muzyce. Równocześnie gra Farerczyków niesie w sobie także fragmenty klimatyczne mogące przypaść do gustu odbiorcom bardziej wrażliwym na tego typu rozwiązania w muzyce fusion.

 

Airloop

Kolejne niespodzianki jazzowe przyniósł ostatni miesiąc ubiegłego roku. Pierwszą z nich było pojawienie się albumu „Streymi” (06.12.2019r., recenzja – tutaj) islandzkiego nu jazzowego tria Airloop. Za sprawą swojego błyskotliwego debiutu ten projekt zostanie ze mną na długo. Po kilku dogłębnych przesłuchaniach wciąż nie mam dość ich muzyki, gdyż jest to fascynująca mieszanka wysmakowanego jazzu, ambientu i funky, a także downtempo, chillout i lounge oraz muzyki elektronicznej. Talent, umiejętności oraz niekonwencjonalne myślenie muzyków doprowadziło do prawdziwej fuzji akustyki z elektroniką. Wypada ono nader transowo i hipnotycznie.

 

Einar Scheving

Ubiegły rok zamknął dla mnie islandzki kompozytor i perkusista jazzowy Einar Scheving wraz ze swoim kwartetem i albumem „Mi Casa, Su Casa” (22.12.2019r., recenzja – niebawem na Stacja Islandia). To niesamowita płyta. Aż dreszcze przechodzą mi po plecach, kiedy jej słucham. Islandzki muzyk wydaje się być geniuszem umiejącym nie tylko ciekawie i smacznie połączyć różne inspiracje klasyczne i współczesne, ale również napisać muzykę, która już na starcie uwzględnia specyfikę gry pozostałych członków zespołu. Jego muzyka jest doskonała i wyborna. To swoisty rodzaj muzycznej elegancji. Cechuje ją bezbłędna dbałość o szczegóły, ujmujący liryzm i nastrojowe melodie.

 

Dziękuję za uwagę. Niech moc islandzko-farerskiego jazzu będzie z Wami.

Zostaw odpowiedź