Supergan superbohater

Islandia

Wyobraźcie sobie, że musielibyście przejść całą Islandię pieszo. A teraz wyobraźcie sobie, że nasz rodak tego dokonał. Zimą. Łukasz Supergan i jego zimowy trawers Islandii!

Łukasz Supergan jako pierwszy samotnie przeszedł Islandię zimą. Ten polski podróżnik specjalizujący się w wyprawach długodystansowych, zakończył wczoraj wyprawę przez wyżyny Wyspy. Jest tym samym pierwszą osobą na świecie, która samotnie pokonała dystans 800 kilometrów na Islandii w zimowych warunkach. Łukasz rozpoczął swoją wyprawę na wschodzie i przez 5 tygodni pieszo wędrował przez centralną część Wyspy, o czym na bieżąco informował czytelników naszego profilu na Facebooku.

Przygotowania

Jeszcze przed wyjazdem na Islandię, Łukasz relacjonował dla nas swoje przygotowania do trawersu. Pojechał w Karkonosze, aby sprawdzić sprzęt, który poleciał z nim w kolejnym tygodniu do Reykjaviku. Kilka elementów, które planował zabrać na zimową wyprawę było dla niego nowością, na przykład sanie. Dlaczego wyjechał akurat w Karkonosze? To najbardziej wietrzne miejsce w Polsce! Dzięki temu choć trochę mógł przybliżyć sobie islandzkie warunki, które na niego czekały. W relacji wysłanej do nas po dwóch dniach spędzonych w polskich górach, Łukasz napisał:

Na grzbiecie Karkonoszy warunki dalekie od idealnych, szlak oblodzony i narty myszkują na boki, gdy trafiamy na twardy śnieg i lód, ale test sprzętu narciarskiego w toku. Od przełęczy Okraj do Śnieżki pełna szklanka na ścieżce. Pod szczytem wiatr około 100 km/h, ale dalej na zachód znośnie i czas na test sprzętu był.

Przygotowania w Karkonoszach, fot. Krzysztof Kwiatkowski.

Trudne początki

Jednak przygotowania w nawet najbardziej wietrznym miejscu Polski nie mogły równać się warunkom, jakie Łukasz zastał na Islandii. Śmiałek rozpoczął wędrówkę 27 stycznia i tak relacjonował nam pierwsze wrażenia:

Dzisiaj rano trawers Islandii zaczął się w Seyðisfjörður , na wschodnim wybrzeżu. Początek oznaczał dosyć długi odcinek (25 km) do Egilsstaðir, gdzie wcześniej zostawiłem znaczną część sprzętu. Początki bywają trudne i tak długo też i teraz gdyż pierwszy dzień oznaczał marsz w mokrym śniegu. Mimo to warunki oceniam jako “nie najgorsze”, choć przy marszu z saniami z pewnością będzie trudniej. Jutro wyjście z Egilsstaðir w kierunku jeziora Lagarfliot i doliny rzeki Jökulsá á Brú.

Warunki pogodowe to jedno, ale figla spłatał Łukaszowi również sprzęt. Kilka dni po pierwszej wiadomości napisał do nas, że szedł poboczem drogi, bo ta nie nadawała się do ciągnięcia 50-kilogramowych sań z żywnością i sprzętem. Same sanie zaś popękały i trzeba było dzwonić po pomoc do islandzkich znajomych, aby temu zaradzić. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że Łukasz – owszem – wędrował przez islandzki interior w pojedynkę, ale nie oznaczało to, że był całkiem sam. Odpowiednie władze oraz lokalni znajomi byli informowani o jego położeniu, a więc przy trudniejszych momentach mógł liczyć na pomoc. Na poniższym zdjęciu widać też, że trawers Islandii odbywał się zarówno pieszo, jak i na nartach.

źródło: Łukasz Supergan

Szczęście w nieszczęściu

Dużym wyzwaniem dla podróżnika okazały się także nagłe ocieplenia przynoszące roztopy, a także niewielka ilość śniegu na niektórych odcinkach trasy. Takie warunki znacznie utrudniały poruszanie się na nartach oraz powodowały niekiedy konieczność przenoszenia bagażu partiami, zamiast wygodnego ciągnięcia go na saniach transportowych. Problemy zaczęły się na początku lutego, a w filmiku nadesłanym nam 8 lutego Łukasz przyznaje:

Natomiast w połowie lutego wszyscy miłośnicy Islandii oraz obserwatorzy postępów Łukasza interesowali się tylko jednym tematem: orkanem Dennis. Przypominamy, że był to cyklon (tzw. „bomba niżowa” lub bombogeneza), który spowodował na Islandii bardzo silne wiatry. Zapowiadano porywy o prędkości nawet 200 km/h, dlatego 14 lutego w całym kraju ogłoszono alert pogodowy. Szkoły zamknięto, zalecano pozostawać w domach. Łukasz śledził prognozy i zalecenia, ale jednak był w środku Wyspy, sam. Choć przez większość 5-tygodniowego pobytu na Islandii nocował w namiocie, nawet najlepszy sprzęt nie sprawdziłby się w takich warunkach. Podróżnikowi udało się na czas udać do schroniska Laugafell i przeczekać najgorsze momenty huraganu. Jak widać na załączonym filmiku, sprawa była naprawdę poważna:

Prosto do celu

Gdy publikowaliśmy posty informujące o postępach Łukasza, czytelnicy często poprawiali nas, że nie wędruje on przez całą Islandię, ale jej centralną część. Jeśli jednak spojrzeć na zaplanowaną trasę, trudno oprzeć się wrażeniu, że podróżnik przemaszerował wzdłuż całej wyspy. Oczywiście wędrówka skupiała się na wyżynach Islandii, czyli tych najtrudniejszych wulkanicznych pustkowi pokrytych śniegiem, poprzerywanych dolinami rwących rzek i polami głazów.

Po roztopach i orkanie warunki dalekie były od idealnych: wrócił mróz, a wiatr utworzył ogromne zaspy śniegu, które okazały się kolejną przeszkodą. 24 lutego Łukasz wysłał nam ostatnią wideorelację, w której pięknie opowiada o tym, co czuje samotny wędrowiec w zimowym pejzażu:

 

Mimo przeszkód, Łukasz kontynuował wędrówkę prosto do celu. Cywilizacja, o której wspomina w filmiku to Borgarnes, ale ostatecznym celem wyprawy było Snaefellsnes na zachodnim krańcu Wyspy. Do przylądka Öndverdarnes dotarł po 36 dniach wędrówki, przemierzywszy 800 km pieszo i na nartach. Samotnie. Jako pierwszy tego typu śmiałek na świecie.

W historii dokonano kilku zimowych przejść Islandii, ale tylko dwa połączyły wschodni i zachodni brzeg. Żadne z nich nie było samotne. Dlatego po kilku tygodniach na śnieżno-skalnym pustkowiu, kiedy wolno i na miękkich nogach schodziłem z wyżynnej części wyspy w kierunku wybrzeża, poczułem nie dającą się opisać satysfakcję z tego, że moje przedsięwzięcie, po wielomiesięcznych przygotowaniach sprzętowych i kondycyjnych, udało się i to mimo trudnych warunków.

źródło: Łukasz Supergan

Opowieść o tym niezwykłym przedsięwzięciu warto zakończyć przypomnieniem, że nie był to pierwszy pobyt Łukasza na Islandii. W 2016 roku przeszedł ją samotnie ze wschodu na zachód w warunkach letnich, ale pasja do wędrowania kazała mu wrócić i powtórzyć tę trasę zimą.

Łukasz pisał:

Wędrowanie to dla mnie najlepszy sposób na doświadczenie miejsca, które przemierzam. To także wyzwanie rzucone samemu sobie, gdyż tak długi dystans w bardzo trudnych warunkach zimowych i z dużym bagażem na starcie wymaga wytrzymałości fizycznej i psychicznej.

Gratulujemy Łukaszowi dotarcia do celu z sukcesem i życzymy kolejnych wspaniałych wypraw. Cieszymy się, że Nordic Talking mógł patronować całej wyprawie i że Łukasz będzie gościem trzeciej edycji Festiwalu Nordic Talking, który odbędzie się gdańskim Nadbałtyckim Centrum Kultury w dniach 8-10 maja. Zapraszamy!

Zobacz też:

Zostaw odpowiedź